SKUTECZNE WYKORZYSTANIE KRYTYKI – JAK PRZEKUĆ KRYTYKĘ W LEPSZE WYNIKI?

SKUTECZNE WYKORZYSTANIE KRYTYKI – JAK PRZEKUĆ KRYTYKĘ W LEPSZE WYNIKI?

Części z nas na samo słowo „krytyka” cierpnie skóra. Nie spodziewamy się niczego dobrego. Mamy w głowie jedynie złe skojarzenia. Niemal oczekujemy najgorszego. Niesłusznie! Wystarczy „tylko” odłożyć na bok emocje, a historia z krytyką w roli głównej może zakończyć się happy endem.

Jesteśmy emosapiens, więc nie ma nic dziwnego w tym, że w pierwszej kolejności reagujemy emocjonalnie. W efekcie zawsze pojawia się stres. Jest tak zarówno wtedy, gdy dzieje się coś dobrego – awans w pracy, narodziny dziecka, wygrana na loterii, jak i złego – wypadek samochodowy, zwolnienie z pracy, śmierć kogoś bliskiego. Ocena na skali dobre-złe przychodzi często po latach, a reagować trzeba już.

KRYTYKA NICZYM STARCIE Z TYGRYSEM

Sytuacja, w której jesteśmy poddawani krytyce, to bez wątpienia sytuacja zagrażająca. W niebezpieczeństwie może znaleźć się nasze poczucie własnej wartości, rozwój kariery, relacje społeczne i szereg innych ważnych aspektów życia.

Gdy gra toczy się o wielka stawkę, instynktownie wchodzi w nią nasz „gadzio-ssaczy mózg” (zwany również układem gorącym). To mechanizm, który umożliwiał przetrwanie różnorakim gatunkom stworzeń od zarania dziejów. Powoduje natychmiastowy wyrzut adrenaliny i kortyzolu do krwi. Organizm dostaje zatem sygnał do mobilizacji i musi podjąć decyzję między „walką a ucieczką”. W obliczu zagrożenia krew z mózgu odpływa do nóg – ewolucyjnie to one pomagały nam od milionów lat wydostawać się z tarapatów.

Wobec takiego stanu rzeczy umysł nie funkcjonuje najsprawniej – tracimy dostęp do naszych plików, czyli tzw. racjonalnego umysłu, a prowadzona przez nas wymiana zdań przypomina przepychankę słowną niezbyt wysokich lotów. Twórcza dyskusja znajduje się daleko poza naszym zasięgiem – w starciu z groźnym zwierzęciem była ona nam przecież zupełnie zbędna.

NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI – BLOKADA W PRZYJMOWANIU KRYTYKI

Taki stan rzeczy zwykle ma miejsce wtedy, kiedy zmagamy się z niskim poczuciem własnej wartości. W naszej kulturze nie ma zwyczaju budowania pewności siebie, więc problem ten jest powszechnie spotykany. Od najmłodszych lat słyszymy od rodziców, że „dzieci i ryby głosu nie mają”, że „chłopcy nie płaczą”, że „nie warto się wychylać”, że „lepiej nie wychodzić przed orkiestrę”. Cóż, stąd tylko krok do wyciągnięcia wniosku, że skoro mam siedzieć z boku, to pewnie dlatego, że nic nie potrafię, że nie jestem wystarczająco dobry, że nie poradzę sobie itd. To nieprawda!

KRYTYKOWAĆ TRZEBA UMIEĆ

Nasz gadzio-ssaczy mózg może przejąć nad nami kontrolę również wtedy, gdy autor krytyki, której jesteśmy poddawani, nie jest do tego działania rzetelnie przygotowany. Przyswojenie reguł sztuki krytykowania nie jest wcale takie trudne. Często wystarczy już to, że nie będziemy oceniać ludzi, a zachowania. Zamiast sądu „Jesteś nudny!” o wiele lepiej jest powiedzieć o swoich uczuciach i odnieść je do konkretów: „twoja prezentacja mnie znudziła, gdyż zabrakło w niej dynamiki i konkretnych przykładów, a sposób, w jaki mówiłeś, był dla mnie zbyt monotonny.” Taki sposób przedstawienia swojego zdania otwiera drogę do dalszej dyskusji. Nie zaszkodzi również, jeśli obok wyrażania negatywnych spostrzeżeń zauważymy kilka pozytywów. To sprawia, że feedback jest łatwiejszy do przyjęcia.

Więcej na temat jak dobrze krytykować przeczytasz w artykule: Konstruktywna krytyka w 5 krokach

Zdarza się także i tak, że oprócz osób bezwzględnie krytykujących w sposób niekonstruktywny, są i tacy, którzy w o ogóle nie potrafią mówić o słabszych stronach. Dla zachowania miłej atmosfery ograniczają się do ogólników typu: „było fajnie”, „podobało mi się”, „jest ok”. Trudno z takiej informacji zwrotnej wyciągnąć coś na przyszłość.

JAK Z KRYTYKI ZROBIĆ RECEPTĘ NA SUKCES?

Aby krytyka służyła rozwojowi, trzeba nauczyć się reagować na nią w sposób inny niż emocjonalny. Po pierwsze, trzeba „wyłączyć ego”, a zatem przestać brać ją do siebie i traktować jak sąd nad sobą. Następnie, konieczne jest wejście w metapozycję (nazywaną również dysocjacją), czyli nabrać dystansu do siebie. Warto wtedy spróbować spojrzeć na siebie z pozycji bezstronnego obserwatora, unikając jakiegokolwiek osobistego zaangażowania. Jedynie taka postawa umożliwia aktywne słuchanie. Dzięki niej słuchamy po to, by usłyszeć i zrozumieć opinię innych, a także mamy odwagę, by dopytywać, jeśli czegoś nie zrozumiemy. Zachowujemy się po prostu tak, jakby nie chodziło osobiście o nas.

Rzetelna krytyka to nieodzowna składowa sukcesu. Niestety, nie zawsze potrafimy czerpać z niej pełnymi garściami – mamy skłonności do jej odrzucania, do negowania osoby, która ją wygłasza, do zacietrzewiania się i obrażania. Takie zachowanie pozwala nam ochronić na chwilę dobre mniemanie o sobie, ale w dłuższej perspektywie skutecznie hamuje rozwój. Na szczęście, już wiesz, jak to zmienić.